O szkole

Historia mojego szkolenia zaczyna się od czasu, gdy zacząłem szkolić, czyli od mojego drugiego sezonu wspinaczkowego, gdy moim kursantem została moja siostra Majka. Poważnie i co ważniejsze świadomie zacząłem myśleć o szkoleniu samodzielnym po 20 latach wspinania już, jako doświadczony alpinista, ukończyłem kurs Instruktora Wspinaczki Wysokogórskiej nadany mi przez ministra sportu i zostałem Instruktorem Skalnym, później Taternictwa Polskiego Związku Alpinizmu. Założyłem szkołę wspinaczkową niemniej szybko zrozumiałem, że jak to w życiu ten kurs, choć był długi kilkuletni to dał mi jedynie solidne podstawy instruktorskie, ja może dobrze się wspinam, ale do bycia dobrym instruktorem to mam jeszcze długą drogę. Pomogły mi staże u innych instruktorów PZA, czyli u Wojtka Szymendery, Pawła Kopty, Jarka Liwacza i Bogusia Kowalskiego, ale dopiero trzyletnia praktyka szkoleniowa pod skrzydłami szkoły Kilimanjaro nauczyła mnie tego fachu. To właśnie od Waldka Niemca nauczyłem się najwięcej, pokazywał, tłumaczył, wyjaśniał, dzisiaj wiem, że chciał żebym był dobrym instruktorem. Po trzech latach zdobywania wiedzy szkoleniowej mogę powiedzieć, że wiem jak uczyć samodzielności w pionowym świecie skalnym czy wymagającym świecie śnieżno lodowym. Nie jest to łatwe zadanie tym bardziej, że pracuje z ludźmi i z tym wszystkim, co przynoszą. Wychodzę jednak z założenia, że człowiek jest omylny i niedoskonały a uczy się najlepiej przez doświadczenie i tu zawarte jest moje podejście do pracy z kursantem. Swoje instruktorskie zadanie widzę w nauczeniu szeregu „twardych-technicznych” umiejętności niezbędnych do samodzielności w skałach czy górach, ale też, co nierzadko trudniejsze obserwacji „świata” kursanta, jego poziomu radości, zmęczenia, zaangażowania, walki, niepewności słowem emocji, których na kursie jest dużo i instruktor musi umieć z nimi sobie radzić . Pomaga mi moje wcześniejsze kilkunastoletnie doświadczenie pracy w firmie szkoleniowej „Pathways” zajmującej się rozwojem ludzi z zakresu umiejętności miękkich. Szkolę metodyką, jakiej nauczyłem się na kursie instruktora PZA, od siebie dodaje empatie, zaangażowanie i bardzo duże doświadczenie pracy z ludźmi.
Od 2011 jestem instruktorem Polskiego Związku Alpinizmu, intensywnie zdobywałem doświadczenie instruktorskie, przeszkoliłem w pierwszych trzech lata ponad 600 kursantów na kursach: Skałkowych, Taternickich, Lodowych, Lodowcowych, Turystyki Zimowej, Nawigacji, Lawinowych, Polskiego Himalaizmu Kobiecego. Często spotykam swoich podopiecznych w Alpach, Tatrach i skałkach, co jest dla mnie dużą satysfakcją z wykonywanej pracy i potwierdzeniem teorii, że prawie każdego da się nauczyć, ważne żeby go nie zrazić. .

Kursantów uczę mojego wspinania, w kryzysowych sytuacjach to właśnie ono jest gwarancją bezpieczeństwa dla kursantów. Poniżej  trochę informacji o moim wspinaniu .

Jak wczoraj pamiętam mój pierwszy kontakt ze skałą gdy jako 16 latek wylądowałem w dolince Będkowskiej, od razu porzuciłem spadochroniarstwo, na rzecz tej pasji, z którą jestem do dziś. W pierwszym sezonie letnim wylądowałem w Moku z Romkiem Bugajem, padło ponad 25 dróg- wspinaliśmy się codziennie niejako kradnąc dni górą. Kolejny sezon w Tatrach z Darkiem Niedbała, Mariuszem Kopackim moją siostrą Majką Sztabą zaprocentował kilkoma drogami VII-kowymi, wszystko bez żadnego szkolenia na tak zwany żywioł. Po udanym sezonie, by jednak wspinać się bezpieczniej i w myśl zasady dobrze trzymasz –mniej latasz zapisałem się do klubu sportowego KS Korona do sekcji wspinaczkowej. Dostałem się do środowiska i dotarło do mnie że kurs muszę zrobić, a po zapisaniu się do KW Kraków ukończyłem dwuletni kurs Taternika Jaskiniowego, który legalnie pozwalał mi na wspinanie w Tatrach i zweryfikował mnie asekuracyjnie. Pisze o tym bo z perspektywy czasu wiem że byłem nierozsądnym zapaleńcem wspinaczek górskich, na koncie mam kilka ciekawych przygód, a w oczach wielu moich kursantów widzę siebie samego sprzed lat. Trochę czasu minęło, zdążyłem skończyć studia, ożenić się, doczekać pięknej córki, popracować jako rehabilitant potem realizowałem się szkoląc biznes. Pomimo zawiłości życia busolę od tego pierwszego razu zawsze skierowaną miałem na skały i góry. W czasie ponad 25 lat wspinania nie odpuściłem żadnego sezonu spędzając go w skałach Europy ,Ameryki , oraz w górach: Szkocji, Skalistych, Atlasu, Dolomitach, Alpach, Pamirze, Axu, Karakorum i oczywiście w Tatrach. W górskim i skalnym świecie przeżyłem fascynacje bulderingiem, wspinaniem sportowym, draytoolingiem, wspinaniem górskim, zimowym , freerajdami, speleologią i w końcu wspinaniem wyprawowym czy eksploracyjnym. Z Colorado przywiozłem deskę i zamiłowanie do jazdy w puchu.

Każdy z tych rozdziałów aktywności górskich  nie  były dla mnie krótkim  epizodem a wieloletnią przygodą.

Wszystkie te doświadczenia zaprocentowały na wyprawach  w Górach Skalistych, do Axu w Pamirze, na turnię Changi w Karakorum,  czy narciarsko na siedmiotysięcznik Mustang Atę w Urguskiej części Karakorum.

 

 

To właśnie te egzotyczne wyjazdy były katalizatorem decyzji o zmianie zawodowej, zbliżałem  się do 40 ki  i wiedziałem że nie chcę już  robić tego co muszę, a raczej to co w duszy mi gra. Resztę dopełnili przyjaciele   motywując mnie do aplikowania na kurs Instruktora Wspinaczki Wysokogórskiej i instruktora  PZA.  Kurs IWW  ukończyłem po 2  latach  szkolenia, obecnie jestem instruktorem Taternictwa. Po kilku latach intensywnego  zbierani doświadczeń  szkoleniowych myślę że znam się na tym co robię.

 

Moje zdobyte uprawnienia to:

 

2013 Ekiper PZA

2012 Instruktor Taternictwa PZA

2012 Instruktor Wspinaczki Wysokogórskiej –uprawnienia państwowe

2011 Instruktor Wspinaczki Skalnej PZA

2011 Instruktor Sportu-uprawnienia państwowe

1994 Karta Taternika Jaskiniowego PZA

 

.

Wspinać się potrafię, z formą bywa różnie,  raz jest raz jej nie ma,  ale przez 25 lat spędziłem grubo ponad 1000 dni w skalnym górskim świecie na wspinaniu.  Czasem wracałem na tarczy czasem z tarczą, nigdy jednak nie maiłem na wspinaniu żadnego poważnego wypadku ani ja ani żaden mój partner co cieszy mnie szczególnie.

Jestem współautorem nowych dróg w górach i tak  z moim udziałem powstały  między innymi:

„Kastrator” IX- Młynarczyk 350m-nowa droga

„VO2Max” IX Młynarczyk-350m kombinacja nowej drogi z Diretą

„Climb Machine” M6 300m Kazalnica-nowa droga

“Alicja po drugiej stronie lustra” WI5, M8+ Dolina Białej Wody 140m-nowa droga

„Wkręt” VII- Zamarła Turnia 140m –nowa droga

„Pasja „ VIII- Młynarczyk 400 m- nowa droga

„Prze Puklina” VIII+ Zamarła Turnia 140 m –nowa droga

„Dezyderata”M6  Mięguszowiecki Szczyt Wielki 950 m –nowa droga

 

Moje ciekawsze powtórzenia lub odhaczenia letnie:

 

„Droga australijska” styl: 7a+ Os, A1, 9 dni na ścianie  Assana w Axu 1200m

„Filar Angielski” VIII OS, VI A0 Piz Badyle –próba odhaczenia 800m

„Szewska Pasja”VII+ RP Młynarczyk- odhaczenie 350m

„D7” 5.12a OS Diamon Wall 500m

“D1” 5.11c OS Diamon Wall 500m

“T1” 5.11 b OS  Nake Tage Eldorado Canion 250m

“The scenic cruise” 5.11 a, OW-5.10d, OS Blac Canion Colorado 700m

„Murio Gialo” 7b OS Cima Picola 350m

“Via della ideale/Ryba” VII 1xAF Marmolada 900m 22h

“Wachowicz” VIII OS Mnich 120m

„Show mast go on” 6c+ OS Anica Kuk 300m

„Mjesiecina/Jenjawi” 6c+ OS Anica Kuk 300m

„Classe Montagne Epinal” 6c+ OS Taghia-Atlas 230m

„Casin” VII+ OS Torre Trieste 700m

„Patagońskie lato” VIII OS Łomnica 300m

 

Moje ciekawsze powtórzenia lub odhaczenia zimowe:

 

„Moma” M7+ OS-Czołówka Mięgusza 200m- odhaczenie

„Łapiński-Paszucha” M6 OS Kazalnica 400m-odhaczenie

„Kowalewski” M6 OS Młynarczyk 350m-odhaczenie

„Komin Pliszka”  M5 OS Rysy 500m-odhaczenie

„Psia Krewka” Czołówka Mięgusza M7 1xAF 200m –próba odhaczenia

„Superdireta” WI5  OS wariantami lodowymi Mięguszowiecki Szczyt 900m 12h

„Filar Mięgusza” M5, RP Mięguszowiecki Szczyt 900m 21h

„Filar kazalnicy z ostrogą” V+A1 z wyjściem kominem Łapińskiego 400m16h

 

Skalnie wspinam się ciągle do poziomu 6.5 RP i 7b OS, znam wiele europejskich ogródków skałkowych bo 25 lat to długi okres. Moje wspinanie ciągle trwa, robię w skałach i górach nowe drogi,  jeżdżę na wypady wspinaczkowe z przyjaciółmi i choć czas przyprószył siwizną moje skronie to cieszy mnie  iż ciągle mam tą samą radość wspinania jaką miałem na początku tej przygody.